Home > Newsy > Alpinus Expedition Team w Tajlandii

Alpinus Expedition Team w Tajlandii

Maj 9th, 2011

Kolejne powitanie słońca wraz z lokalna ludnością zapodajemy na ławeczce pod sklepem w porcie Ta Khao na Koh Yao Noi. Z odpowiednią ilością zapasów sticky rice’a i kilkoma kiściami bananów wskakujemy na pokład naszego drewnianego long boat-a. 
Magiczny  klimat długiej  łodzi wprawionej w ruch za pomocą nieznośnie  ryczącego samochodowego silnika diesla z zanurzonym w wodzie, na końcu 3 metrowej rurki  śmigiełkiem uderza swoją prostotą i jakoś zawsze wprawia pasażerów w szampański nastrój.

PEŁNA GALERIA DOSTĘPNA TUTAJ

Tradycyjna komunikacja w postaci wymiany spojrzeń i nasz boatman bez słów kieruje łódź pod Koh Roi-a.  Nasze projekty  są już gotowe do przejścia, wiec  tym razem płyniemy na wspin.

Lekka rozgrzewka w postaci zwiśnięcia w przybloku na daszku łodzi to nie za wiele jak na atak na nasze projekty… ale startując z łodzi nie mamy innego wyjścia..W dodatku coś ogłupia mnie na maxa i stwierdzam, że chyba styknie.

Sprawdźcie również stronę z wyprawy! -> www.wro.co/alpinus

W drodze na Koh Lo Kah.
W drodze na Koh Lo Kah.

Parkujemy łódź pod pierwszymi spitami  prawego projektu i Vaison , atakuje jako pierwszy  20-to metrową linię o dynamicznych ruchach pomiędzy rozstawionymi idealnie na pełną  szerokość ramion tufami, trochę stękania i napinki, ale po paru okrzykach  kończy z powodzeniem. W sumie wygląda spoko więc bez namysłu napieram jako drugi. Z każdym przechwytem  szacun dla Vaisona rośnie, aż w końcu zgina mnie i odpadam. O kurde chłop chyba konkretnie dopakował na tej emigracji  i w  dodatku nawet się specjalnie nie zapocił .…jak to możliwe w tym klimacie, przecież dopiero co nieprzyzwoicie blady jak śnieg doleciał do nas z Londynu …

YouTube Preview Image

Tymczasem słońce już się na nas łakomi więc Vaison uderza na nasz drugi projekt, tufo-diretissimę  idealnie forsującą środek Bat Wall-a. Ruchy marzenie, niczym  idealna linia z zawodów, każdy kolejny przechwyt trudniejszy od poprzedniego i Crux na 30 metrze..Znów trochę postękiwania i znów droga pada w 1-wszej przymiarce…

Vaison w pierwszym cruxie na Batmanie 8a
Vaison w pierwszym cruxie na Batmanie 8a

Bułę mam spuchniętą, ale kolej na mnie, słońce nie czeka i z każdą chwilą przypomina nam, że jesteśmy w tropikach więc uderzam.  I jakże podobny scenariusz.. odpadam wymiętolony nie tylko trudnościami, ale i ciągłym porównywaniem się z wyraźnie lepszym zawodnikiem… T
To nie koniec mojej batalii, kolejne kilka dni mięśnie mam tak spięte, że nawet lokalne mistrzynie tajskiego masażu nie są w stanie nic poradzić. Dostałem  wiec bonusa w postaci  sporej ilości czasu na przemyślenia, zwłaszcza, ze Vaison beztrosko stwierdza, że co miał to zrobił i w takim razie spada na Ton Sai-a poskakać trochę na Baise zanim zapakuje się na samolot z Krabi do Londynu.

Panorama

Żeby pojąć całość zdarzenia, które dla mnie mocno wykraczało poza zrobienie lub nie zrobienie takiej czy innej drogi tam czy siam, dodać muszę, że nasza ponad  15-to letnia przyjacielska relacja , która jednak we wspinie długo pokutowała jako  uczeń – mistrz , właśnie się odwróciła i moje ego nakręcane wieloma wcześniejszymi wyjazdami ucierpiało z tego powodu niezwykle…

Ten dzień na długo pozostanie w mojej pamięci, a mój wspaniały nauczyciel nawet nie podejrzewał ile dzięki niemu zrozumiałem…

Po powrocie do siebie J obiłem jeszcze jeden  35-cio metrowy projekt na ścianie The Mitt na Koh Yao Noi,
Aby po kilku przymiarkach stwierdzić, że podobnie jak nasza trzecia przepiękna i niepokonana  linia z Koh Roi-a musi on jeszcze poczekać na swoją kolej(przejście) do przyjazdu dużo lepszych zawodników…

W Taju już monsun na całego więc pozostaje mi mieć nadzieję, że tymi zawodnikami będziemy my za rok…J

Powiązane wpisy:

  1. Alpinus Expedition Team w Tajlandii
  2. Origins – Joshua Tree